Home

(Nie)modne Wychowanie.

Mamy czasy relatywizmu norm i zasad, mocno praktykowanego w dzisiejszym szkolnictwie. Mamy mnogość programów uczenia, rozdrobnienie kierunków uzurpujących sobie prawo bycia priorytetowym podawanych jako nowoczesne, odkrywcze, uzasadnione, tłumaczone „potrzebą” czasów tak bardzo zmienionych głównie przez media, środki komunikacji i grupy polityczne, naciskające wręcz i „wchodzące tylnymi drzwiami” by nieść „nowoczesność” obalając jednocześnie i odrzucając tradycyjne normy i formy wychowania oraz samej edukacji[1]. Tą problematyką zajmują się tacy badacze jak Bogusław Śliwerski czy też Dorota Klus-Stańska. Szkolnictwo jako potężny obszar stosowanych oddziaływań stało się niczym laboratorium, w którym eksperymentuje się na człowieku od najmłodszych lat. Mimo kładzenia nacisku na bezpieczeństwo ucznia, środowiska odpowiedzialne za zdrowie dzieci i młodzieży biją na alarm z powodu wręcz już epidemii występowania depresji wśród uczniów, coraz liczniejszych prób samobójczych oraz masowo występującego efektu wypalenia się ucznia uzależnionego od mediów według zasady „istnieję, jeśli inni się o mnie dowiedzą”.

Dyskurs trwa, a nachalnie narzucany relatywizm zamazuje pojęcia wartościujące. Poprzedni okres modernistyczny zauważalny był  już w latach czterdziestych wprowadzany wpierw przez kulturę w dziedzinach takich jak kino (Dama z Szanghaju” Orsona Wellesa, „Stracony Weekend” Billy’ego Wildera i ponowoczesnych latach dziewięćdziesiątych („Wściekłe psy” Quentin Tarantino), teatr („Klątwa”) w ramach utylitarnej ideologii czyli nacisku na korzystanie ze wszystkiego w sposób nieograniczony. Miriam Bratu Hansen, wybitna znawczyni historii kina i badaczka kultury popularnej określa: modernizm […] to nie tylko nowoczesna estetyka praktykowana przez grupy inteligenckie w obrębie różnych sztuk, ale zjawisko z porządku doświadczenia codziennego z jego »ekonomią postrzegania zmysłowego«, wiązaną z nowymi formami pobudzenia emocjonalno-sensorycznego, z organizacją oraz wytwarzaniem »masowo wytwarzanych i konsumowanych wytworów mody, designu, reklamy, architektury, otoczenia miejskiego, fotografii, radia oraz kina«[2]. Przytoczone zjawiska są kluczowe, gdyż w coraz szybszym tempie zniekształcają teraźniejszość odciskając swe piętno na systemie edukacji. Jesteśmy świadkami podważania roli rodziców w wychowaniu dzieci, a także obniżenia autorytetu nauczyciela jako osoby mającej kształtować młodego człowieka.

Jest to kierunek odwrotny od tego, którym podążali prekursorzy polskiej myśli i praktyki opieki nad dzieckiem, a których było wielu na przestrzeni dziejów opieki i wychowania w Polsce jak choćby:

Stanisław Konarski (1700-1773) z jego Collegium Nobilium, Henryk Jordan (1842-1907) twórca parków – ogrodów jordanowskich, ks. Wacław Bliziński (1870-1944) twórca Stowarzyszeń spółdzielczych, angażujący rodziców do pracy twórczej dzięki której zapadłe wioski zmieniały się we wzorowe wsie z internatami, szkołami, warsztatami oraz świetlicami i boiskami sportowymi. Otwierał on przytułki i Stacje Opieki nad Matką i Dzieckiem, a także walczył o prawa dzieci kalekich i nieuleczalnie chorych.

W procesie kształtowania podstaw prawnych opieki nad dzieckiem dużą rolę odegrał Józef Czesław Babicki (1880-1952) propagator Deklaracji Genewskiej z 1923 r. dostrzegający wagę naturalnego środowiska jakim jest rodzina. Piętnował on używanie nazwy „sierociniec” przy wychowaniu zakładowym widząc tu zagrożenia dyskryminacją dzieci-sierot. Słusznie tym samym krytykował Kazimierza Jeżewskiego i Janusza Korczaka. (Z. Dąbrowski, F. Kulpiński, Pedagogika Opiekuńcza, WUW-M, Olsztyn 2002, str 45).

Polskie szkolnictwo miało takie postacie jak twórca Pedagogiki dla nauczycieli – Bogdan Suchodolski z jego przenikliwie określonym – światem wartości, który będąc światem rzeczy, nigdy nie przekroczy progu świata kultury. Wspomnijmy innych nie wymienionych wcześniej reprezentantów wychowania jak Janusz Korczak (1878-1942) – to także Helena (Orsza) Radlińska (1879-1954), Maria Grzegorzewska (1880-1967) czy Aleksander Kamiński pedagog animator. Właśnie to słowo „animator” wydaje się być ważnym słowem – kluczem. Wychowawca-animator – jak pisze prof. Jan Żebrowski – wnosi ożywienie do życia, zachęca, aktywizuje, wzbudza różnorodne zainteresowania wychowanków. Animatorzy są „misjonarzami” edukacji i kultury, wychowują przez kulturę. Są specjalistami od komunikowania i re-animacji społecznej, ulepszają stosunki międzyludzkie, prowadzą różnorodną działalność wychowawczą, rozbudzają pożądanie wiedzy, rozwijając twórcze myślenie i aktywność własną wychowanków. Są więc wychowawcami[3].

Narzucane edukacji drogą reform normy i zasady nie są spójne, brak w nich jasności i stabilności. To swoista „nieprzejrzystość” jak pisał w Studiach Gdańskich prof. Jan Żebrowski. Sprawdzone systemy wychowawcze świadomie odrzucono jako „nie-modne” i „przestarzałe”, wręcz przeszkadzające w tworzeniu „nowego” człowieka. Dziedzina pedagogiki stała się polem walki o jedną, uprawomocnioną wersję rzeczywistości. Lecz przy tym czy w natłoku zajęć i trosk nauczyciel może jeszcze walczyć o jakość swojej duszy? (Jan W. Dawid, O duszy nauczycielstwa, Wydawnictwo KUL, Lublin 2002, s. 84).

W czasach powojennych szkoła podlegała ideologizacji narzucanej przez władze PRL. Już wtedy minimalizowano rolę rodziców, wprowadzano system internatowy, izolowano ucznia od jego środowiska, różnymi działaniami neutralizowano też rolę kościoła wprowadzając w pedagogikę laickość i świeckość, a szkoły poddawano drobiazgowym kontrolom przez przedstawicieli władz partyjnych i terenowych.

Szkolnictwo „systemowe” zdaje się nadal funkcjonuje i wpływa w znaczny sposób na edukację i wychowanie, co jest widoczne we wciąż zmienianych podstawach programowych i reformach szkolnictwa. Stworzono system oświatowy wielobarwny, rozproszony, oparty na kulturze upozorowanej i edukacji globalnej, a w sferze głównie niepublicznej oparty o mechanizmy wolno-rynkowe[4].

 

[1] Opisane cechy postmodernistyczne na podstawie literatury m.in.:

Andrzej Szahaj, Postmodernizm w kulturze współczesnej, Wydawnictwo Wers, Bydgoszcz 2001.

Ks. Zbigniew Sareło SAC, Postmodernizm w pigułce, Wydawnictwo: Pallottinum 1998.

Krystyna Wilkoszewska, Czym jest postmodernizm, Kraków 1997.

Ryszard Legutko, http://rlegutko.pl/wartosc-i-tradycja/tradycje.html.

Mieczysław Gałaś, Niebezpieczne ścieżki rozwoju. Kultura postmodernistyczna jako źródło kryzysów. Zeszyty naukowe WSP w Olsztynie, Prace psychologiczne, zeszyt II, 1998. Śliwerski, Nauki o wychowaniu wobec wyzwań postmodernizmu, Chowanna 1, 9-18, Katowice 2003.

[2] M. Bratu Hansen, Masowe wytwarzanie doświadczenia zmysłowego. Klasyczne kino hollywoodzkie jako modernizm wernakularny, tłum. Ł. Biskupski i in., w: Rekonfiguracje modernizmu…, s. 237.

[3] Jan Żebrowski, Studia Gdańskie Wizje i rzeczywistość, 2007-t4-s.163-176, s.14.

[4] Jolanta Sajdera, Wolny rynek w edukacji przedszkolnej, czyli biznes z dzieckiem w tle, rozdz. 4, (Anty)edukacja wczesnoszkolna, Impuls, PAN, Kraków 2014.

 

/jg/